Tylko Prawda jest interesująca… Szli różnymi ścieżkami, z różnych pokoleń i tradycji. Mieli różne twarze i doświadczenia. Gołowąsy, młokosy i dojrzali mężczyźni. Byli wśród nich „ludzie niewidzialni” – pariasi PRL-u”, żołnierze WiN-u, AK i NSZ. Byli robotnicy, studenci. Wszyscy mieli jedną wspólną cechę – byli chorzy na Polskę! Pragnęli wolności. Razem stworzyli wielką „Solidarność”. Byłem wtedy młodym człowiekiem, ale nawet dziś, po trzydziestu latach, kiedy myślę o tych nieregularnych, czerwonych literach znaku naszej „Solidarności” i ludziach, którzy każdej z tych liter nadali niepowtarzalny sens, serce mi drga, a palce same wystukują patetyczne zdania. Byli prawdziwsi niż wszystkie dzieła egzystencjalistów i mocni w swej zbiorowej mądrości. Czasami, przeglądając stare zdjęcia, zastanawiam się skąd czerpali swoją siłę, jak dorastali do Prawdy i Wolności? A może to właśnie Prawda i Wolność dodały im skrzydeł, pozwoliły wznieść się ponad lepkie błoto komuny? Gdzie oni teraz są? Co się z nimi stało? Czy przepadli jak mityczni rycerze, który po wygranej bitwie odjeżdżają na koniach w stronę horyzontu? A może to czas i gorycz powrotu do rzeczywistości ich pokonały, odebrały światło? Wielu z nas dało sobie wmówić, że Prawda nie istnieje, że świat składa się jedynie z podłych kompromisów, że uparta podłość i tak w efekcie zatryumfuje… I zdarzył się dzień dziesiątego kwietnia 2010 roku, gdy rosyjska ziemia jeszcze raz pochłonęła najlepszych Polaków. Wśród nich była niepozorna staruszka – Anna Walentynowicz, przez Sławomira Cenckiewicza pięknie ochrzczona Anną Solidarność. Tego dnia, tak jak wielu moich rodaków, zrozumiałem, że prawdziwa „Solidarność” została przeniesiona do naszych czasów w sercach ludzi takich jak Ona, niezłomnych, prawdziwych ludzi. Obrzucana błotem, niszczona, wykpiwana przez stada błaznów, Anna Walentynowicz, zwyciężyła. Prosta, mądra kobieta okazała się silniejsza niż zastępy krętaczy. Ona była „Solidarnością”. Od tamtego czasu ciągle myślę o tym ilu jeszcze szarych, prostych i odważnych ludzi ocaliło tamtą „Solidarność”. Jak wiele jeszcze mogliby nas nauczyć. Tekst w tym niezwykłym albumie jest pisany sercem i zapewne chciałby być wielkim podziękowaniem dla tych najważniejszych bohaterów – prawdziwych, choć dziś bezimiennych twórców Polskiego Zrywu ku Wolności. Na zdjęciach Stanisława Markowskiego są ich twarze. Jest walka i zaduma. Zdjęcia te zebrane w jeden album tworzą opowieść o tamtych czasach. W zwierciadle tych fotografii przegląda się rzeczywistość ostatnich lat PRL-u. Stanisław Markowski zarejestrował nerwowy puls Gdańskiego Sierpnia „Solidarności”, ponury oddech stanu wojennego i nadzieję zbliżania się do Wolnej Polski. Jego obiektyw stara się przeniknąć tajemnicę Karola Wojtyły, subtelnie towarzyszy w bólu Mariannie Popiełuszko i fascynuje się pięknymi ludźmi, którzy zdobyli się na walkę gołymi rękami z kordonami ZOMO. To zdjęcia uczestniczące, prawdziwe – razem tworzą syntezę tamtego czasu. Pokazują jak ich autor przeżywał swoją Wolność. Czasem celowo rozostrzone, impulsywne, dramatyczne, innym razem pokazujące symboliczne, poetycko uchwycone sceny. Te zdjęcia już dawno rozpoczęły własne, niezależne od ich autora życie. Każde z nich to osobna historia. Przez wiele godzin rozmawialiśmy o każdej z tych fotografii, tak powstał tekst, który prowadzi czytelnika przez ten niezwykły album. Po obejrzeniu zdjęć Stanisława Markowskiego zadaję sobie jednak pytanie o dalszy ciąg. Co działo się z tymi ludźmi później? Dlaczego błyszczące spojrzenia z tych fotografii zostały pokryte patyną czasu i zwątpienia? Co stało się z pokoleniem „Solidarności”, z ludźmi którzy rzucili wyzwanie sowieckiej maszynie kłamstwa? Ksiądz Jerzy Popiełuszko miałby obecnie 64 lata. Kim byłby dziś? Biskupem? Prałatem? Proboszczem?... A może oskarżanym o „oszołomstwo” kapłanem? Konsekwentnie mówiłby Prawdę, byłby zapewne nadal blisko swoich wiernych, blisko robotników, lekarzy i pielęgniarek, więc nie nadawałby się na laureata „prestiżowych nagród”. Czy Jerzy Popiełuszko byłby takim samym kłopotem, jakim stała się Anna Walentynowicz? Oboje nie żyją więc dziś można na ich temat wypowiadać ciepłe słowa. Martwi bohaterowie są w dzisiejszej Polsce popularni, żywi sprawiają kłopot. Prawda jest niepoprawna politycznie. Dziś , jak za komuny jest niewygodna. Ludzie Prawdy są dziś niepożądani, sprawiają jedynie kłopot. Takim kłopotem był Zbigniew Herbert – za jego życia podejmowano wstrętne próby zdyskredytowania poety. Gdy umarł, z nadwiślańskiego saloniku dobiegło szczere westchnienie ulgi. Teraz już będzie można mówić o nim dobrze. Teraz jest „Wielkim Poetą”, bo jest martwy. Dla nich martwy. Nam została jego poezja i pamięć o tym jak niezłomnie stał po stronie Prawdy. Zastanawiając się nad dalszym losem ludzi ze zdjęć Stanisława, mimowolnie dopisuję im losy, które poznałem jako reporter. Nie mam ochoty słuchać pouczeń facetów, którzy służyli Jerzemu Urbanowi. Być może nigdy Polska nie wystawi im rachunku za to co robili i co robią, ale odchodząc, w chwili kiedy już nic nie można załatwić „pijarem”, staną oko w oko z… Prawdą. Nie tą wykrzywioną w zwierciadle dzisiejszych polskich środkach przekazu. Staną oko w oko z Prawdą, którą dobrze znają, bo to ją właśnie wyszydzają i przed nią uciekają. Przypatrzcie się uważnie fotografiom z tamtych lat, zdjęciom które niosą Prawdę, i zastanówcie się czym różnią się one od obrazków zamieszczanych we współczesnych mediach.
Witold Gadowski
|
W styczniu
specjalna cena
albumu "Ku wolności"
i prezent
69zł
(z bezpłatną wysyłką
na terenie Polski)
W prezencie książki
(do wyboru: Humanizm, Na koniec świata)
lub flaga narodowa
| Pokaż koszyk | |
|
Twój koszyk jest pusty.
|
|
69.00 zł
|
|
30.00 zł
|
Napisz do nas: redakcja@fabri.com.pl
Problemy ze stroną www / uwagi:
admin@fabri.com.pl
|||||||||||||||\|||\\|||//|||||||\\|/////||
fabri. .biblioteka konesera
|||||||||\|||\\||////||||||||||\\||||||||||
tel. +48 513 873 718, 122 856 605
fax +48 123 504 879
os. Parkowe 14/2
32-083 Balice